ZBLEWO - BYTONIA
18 PAŹDZIERNIK 2003


MÓJ PIĄTY HARPAGAN - CZYLI ŚCIEŻKA ŁOSIA

 CZAS OCZEKIWANIA 
Impreza z piekła rodem autentyczna i niepowtarzalna - więc ją poprostu lubię. Długo przed każdym startem pochylony nad mapą myślę gdzie budowniczy trasy może zlokalizować punkty kontrolne. I oczywiście wiem, że on wie, że ja o tym myślę i robi wszystko aby ... - jakież to cholernie skomplikowane.
Piątkowe popołudnie - pakowanie rowerów przebiega bardzo spokojnie. Ustalamy z Władkiem i Jurkiem wstępną taktykę której i tak nie uda się nam zrealizować w 100 %.
O czwartej rano w sobotę ruszamy do Bytoni i chociaż szkołę wspaniale oświetloną widać jak na dłoni, to mamy mały problem z znalezieniem właściwego wjazdu. Kilka samochodów z bikami w podobny sposób jak my kręci się po szosie. Jest szkoła, seketariat i wszystkie formalności załatwiamy w błyskawicznym tempie (wspaniała organizacja + nasza rutyna). Na dworze tymczasem panuje jakaś dziwna temperatura, oj będzie się działo. Wielu znajomych i rozmowy które można ciągnąć w nieskończoność. Dzwoni ZEB - jesteście? - jesteśmy! Ostatnie przygotowania, co by tu jeszcze ulepszyć a nie spieprzyć.

 START
Tłum kłębi się złowrogo, zimno, czas się strasznie dłuży. Krótka przemowa Wojtka jest jak na tą scenerię zupełnie na miejscu i poprawna czasowo. Wreszcie ksero mapy w dłoni i tradycyjna zupełna pustka w głowie. Wybór punktu przypomina jarmark. Jest nad czym myśleć lecz nie ma co dłużej czekać, plan w tym miejscu zakładał przecież lekką rozgrzewkę. Więc niech tak będzie, ruszamy spokojnie do punktu 2.

  
PKT 2
Prosta droga, asfalt jak się patrzy. Mnóstwo migających czerwonych światełek, marzną rączki i nóżki. W Zblewie zaczyna się przejaśniać, odbijamy w lewo podczas gdy sporo osób jedzie prosto. Po kilku kilometrach odnajdujemy jezioro Pani i zdziwionych wędkarzy lecz nie ma tam żadnej pani tylko plakietka - 7:06. Planuję na kolorze dalszą trasę, dojeżdża obsada punktu. Nawet ich zbyt mocno nie pozdrawiam, ale są tacy co im wstawiają ostro. Spokój.

  
PKT 6
Przejeżdzamy przez Górę, a dalej w Koźminie odbijamy w prawo na Jezierce. Ktoś wymyka się zza moich pleców, zagaduję - o cholera jasna to jeden z wielkich tej imprezy - Remigiusz Kitliński z kolegą. Dają ostro do przodu, na 6 jesteśmy o 7:35 i jeszcze mamy z nimi kontakt wzrokowy. Sygnał - w bidonach lodowa kaszka, sprawdzam u siebie - nie, czyli myślę sobie jadę zbyt wolno!

  
PKT 5
Ciekawostka - poruszamy się fragmentem trasy z 23 Harpagana, pamiętam jakby to było zaledwie wczoraj. Przejeźdzamy przez Jezierce i Semlin. Na punkcie 5 meldujemy się o 8:00. Sędzina rządzi i ustawia ludków w zakratowanej altanie.

  
PKT 18
Zawracamy do Semlina, zaczynamy się rozkręcać i ostro jedziemy przez Kleszczewo. Jest nas 10 w grupie, tylko jakoś nikt nie chce zmienić mnie na prowadzeniu. Mkniemy przez Wałdówko, dwóch (Robert i Rafał) odbija w drogę na Czarnocin. Reszta za mną przejeżdza most na Wierzycy dopiero tam odbijamy w prawo. Z niepokojem mijamy kilka przecinek i wjeżdzamy w tę właściwą. 18 - most kolejowy 8:48 (nasza być zadowolona, nasza zdobyć dużo punkta). Koledzy szepcą by zrobić zdjęcie tak aby było widać szron na nasypie kolejowym. Proszę bardzo.

  
PKT 15
Nie ma czasu, nie ma czasu. Wiedziony nieznanym instynktem postanawiam skrócić drogę i zbyt wcześnie odbijam w lewo. Były przecież przecinki w lesie. Dojeżdzamy upsss nad brzeg Wierzycy i z powodu braku jezdnej drogi, a nie chcąc cofać się - część trasy pokonujemy z buta. Reszta lekko buczy, tracimy na tym wspaniałym skrócie w bardzo naiwny sposób dobre 15 minut. Fragment ten nazwany zostaje potem na cześć mojej decyzji "ścieżką łosia". Drogę przez Jaroszewy pokonujemy z prędkością zajebiście maksymalną około 15km/h, pełne rozprężenie w grupie. Pytam się czy jedziemy dalej czy wracamy już do bazy. Nikt nic nie wie. Chwilę potem w prawo na Pogódki i jakby wszystko wracało do normy. Punkt leciutko przesunięty o 100 metrów od parkingu, ale widoczny - 9:54. Pierwszy raz zauważam Wojtka Szymczaka z bandą " kumotrów szyszkowników :-) ". Potem będziemy spotykać się na trasie jeszcze wiele razy.

  
PKT 8
Tym razem bezbłędnie zgaduję drogę w leśnym gąszczu. Potwierdza to po chwili napotkany Krzysztof Wiktorowski jadący pod prąd. Pozdrawiamy się krótkim kiwnięciem, a i słoneczko pomału rozgrzewa atmosferę. Wspomnieć należy, że pomimo to kałuże nadal pozostają pod cienkim lodem. Kobyle, Czerniki, nawigacja polno-leśna - 10:28. Tutaj tłum ludzi i niektórzy urządzają sobie piknik.

  
PKT 20
Kierunek Stare Polaszki. Już dawno skończyły się asfalty, teraz większość trasy stanowią szutry. Słabnie Arek i zostaje z tyłu. Po lewej stronie ciągnie się jezioro Polaszkowskie. Mijamy mostek na którym podczas 23 Harpagana był słynny 10 punkt, a ja proponuję Władkowi i Marcinowi aby kopneli mnie w d... , tego punktu nie wpisałem wtedy w kartę. Wierzę, że jest coś takiego jak pomroczność jasna. Jeszcze kawalątek do 20 i podczas naszej wizyty o 11:08 jest już tam dziewczyna z obsady. Wcześniej były sygnały o ... Jurek zatacza się i łamie mapnik jednemu obcemu koledze - sorry.

  
PKT 14
Nawigujemy pośród pojedyńczych domostw i przez kilka chwil korzystamy z oryginalnego naturalnego odświerzacza powietrza poruszając się za ciągnikiem który transportuje świeżutki obornik. Płuca pracują pełną parą, a w nas wstępują zgodnie z prawem natury nowe siły. Jerzy zaczyna narzekać na jakość dróg i marzy o choćby małym kawałku asfaltu. Jest kawałek asfaltu, Jurek uśmiechnięty, Stary Bukowiec i koniec dobrego. Aby do punktu - punkt bez obsady 11:48, plakietka na drzewku zapisana numerami zawodników. Całość sytuacji zostaje więc poddana małemu komentarzowi. Kolega sędzia (wyglądający wyraźnie na Dominika), czuwa kilkaset metrów dalej przy mostku w Rudzie - tu został zdesantowany przez pilota. Dobrze, że wybrałem tę właśnie drogę ponieważ widok sędziego dodaje każdemu zawodnikowi otuchy.

  
PKT 12
W Konarzynach robimy małą przerwę lokalizując świadomie miejsce postoju w okolicy sklepu spożywczego. Pani za ladą zwija się jak w ukropie i twierdzi wprost, że takiego utargu nie będzie miała już do końca życia. :-) Miejscowi uświadamiają nas jak to teraz będziemy mieli ciężko - "toć to panie same piachy - a jakie tu grzyby !". Ruszamy, a wokół tylko sosny, sosny i sosny, wreszcie nasz upragniony punkt. Wesoła parka w namiocie - to lubię (12:28). Z przykrością zauważam, że w tym momencie mija czasowy półmetek. Jedziemy, o nie ktoś postanowił w tym momencie wypuścić kreta na spacer - cóż zdarza się. Do wyjazdu pozostały sekundy - Marcin streszczaj się! Postanawiamy z lekkim sercem odpuścić sobie mizerną punktowo 3.

  
PKT 13
Bardzo podoba mi się jazda drogami Borów, przesadzone są opowieści o tych piaskach. Piachy są ale przecież to one w przypadku tej edycji Harpagana są prawdziwą kwintesencją dobrego smaczku tej imprezy. Mijamy leśniczówkę Drzewiny, a w nawigacji pomagają nam przydrożne słupki z kierunkami. Wieck, gdzie na punkt trafiamy bezbłędnie lecz trochę przypadkowo (13:19) - pękła nam licznikowa setka. Tu kolejny raz napotykamy gościa na a'la kolarzówce - potem dowiaduję się, że jest to kolejna szara eminencja Harpa - Remek Rogalewski.

  
PKT 10
Do Czarnej Wody jadę myśląc bardzo intensywnie o wariancie zdobycia 10. Sławek Ławicki - (Ława) pomaga w podjęciu decyzji - nie Zimne Zdroje tylko Złe Mięso i Osówek w którym następuje kolejne tankowanie w sklepie. Ktoś kto jedzie z punktu mówi, że to już bardzo blisko. Starzyska i widać jezioro, a na jego drugim brzegu zbawczy dym. Docieramy tam całkowitym bezdrożem (14:29), potem dopiero odkrywamy niczego sobie ścieżkę. Gubimy Jurka który zaczyna opadać z sił. Znajduje się po chwili lecz nam poważne podejrzenia czy pojedzie z nami do 17. Skuszony jednak 5 grubymi punktami goni resztką sił wołając co chwila "plis - poczkajcie".

  
PKT 17
Zdobycie kolejnego punktu nastraja większość grupy bardzo bojowo, przecież pięć gorących punktów piechotą nie chodzi. Kolejna porcja dopingu pojawia się bardzo niespodziewanie i dosłownie na sekundy - Krzysztof Wiktorowski samotnie walczy o kolejne bardzo dobre miejsce. Nieścisłości mapy nadrabiamy wyczuciem i dojeżdzamy do torów w miejscu gdzie nie powinno być żadnej drogi. Żartobliwie rzucam chłopakom z obsady, że mogli chociaż ulokować się na początku peronu (15:03). Udaje mi się namówić Jurka aby już nie ciągnął kobyłki tylko wracał do Bytoni - przyjął to z minimalnym zadowoleniem. Ma po drodze jeszcze cienkie punkty które znajdzie z palcem w d... - mapie.

  
PKT 9
Towarzyszy nam jeszcze w drodze przez Byłyczek. W Dużym Krównie definitywnie rozstajemy się. Przed nim Osieczna, przed nami Zdrójno. Niespodziewanie jednak lądujemy w leżącym nieco z boku Linówku, co jest? Trafiamy jednak na Zdrójno i kierujemy się na Kasparus, na punkcie jesteśmy o 16:02. Po chwili z przeciwnej strony nadjeżdża Marek Szymelis - "Diablo" (LIRO Team) w uroczym towarzystwie. Wymieniamy uwagi na temat czekającej nas drogi.

  
PKT 19
Postanawiamy jechać nie przez Kasparus, a przez Cisiny ponieważ wariant ten jest zdecydowanie krótszy. Nie straszny nam jest piach ponieważ u celu czeka kolejne pięć punkciszów. Kontrolny punkt z miłą dziewczyną w roli głównej osiągamy o 16:35. Pozostały niecałe dwie godziny, myślę jak je spożytkować z sensem. W międzyczasie reanimujemy słownie uczestnika trasy pieszej z numerem 405. Kontaktuje lecz nie wyraża zgody na dalszą wędrówkę mówiąc, że go bolą nóżki. I tak wygląda lepiej niż kilku innych leżących pokotem na pobliskich parkingowych ławkach.

  
PKT 11
Na tym punkcie mamy zdobyć wiadukt niczym komandosi z Gromu. Ale wpierw trzeba tam dojechać. Miejscowość Wda zdobyta lekkim skrótem, pędzimy dalej asfaltem i aż szkoda zjeżdżać w leśną przecinkę, ale śmierdzi tu wyraźnie Harpaganem, ponieważ widzimy piechurów. Całe tabuny ludzi i rzeka po prawej doprowadzają nas nadspodziewanie łatwo do upragnionego punktu. Jeszcze tylko wędrówka po schodach po kleksa na karcie. Rzucam hasło bojowe do dalszej drogi i po chwili popełniam kolejny ciężki błąd nawigacyjny wybierając złą odnogę skrzyżowania w Krępkach.
  
META
Do Borzechowa śmigamy przez Plony i Osowo Leśne. Rezygnujemy z wielką przykrością z zaliczenia 1. Czas jest sędzią sprawiedliwym który siedzi nam na karku. W ciemnościach pokonujemy ostatnie kilometry trasy. Coraz więcej czerwonych migających światełek, a minuty biegną nieubłagalnie. Jest tablica Bytonia i jeszcze tylko ostatni zakręt. Przejechane 182 kilometry, siedem minut przed godziną 00

  TO JUŻ JEST KONIEC
Tradycyjne odczuwam zmęczenie, cholerne zimno przeszywające od stóp do głów. Dochodzą mnie wiadomości o rowerzystach którzy zaliczyli wszystkie punkty. Świetlica, bigos. Wszystko to miesza się doskonale w jedną całość. O co w tym wszystkim chodzi! Gdzie ja jestem - idę na piętro do strefy zakazanej dla zwykłych śmiertelników. Widzę Karola, Wojtka, Leszka, .... Czekajcie, bo chyba byłem na Harpaganie. Czy ktoś mnie tam widział ???

   

DZIAŁ HARPAGAN